Trzy niezwykłe wystawy otwarto w ubiegły piątek, 27 marca w Miejskim Ośrodku Kultury – znakomite fotografie, przedstawiające tatrzańskie krajobrazy i portrety ludzi gór będzie można podziwiać w korytarzach MOK-u przez najbliższy miesiąc.
Witkiewiczowie, Karłowicz, Wojnarowski. Trzech wybitnych twórców – uważnych obserwatorów rzeczywistości i trzy zupełnie różne spojrzenia na Tatry – ukazujące potęgę gór i wywołujące nieodparte wrażenie obcowania z nadzwyczajną siłą i majestatem. Fotografie w czerni i bieli oraz fotografie w kolorze – wszystkie z jednakową siłą oddziałujące na odbiorcę i wskazujące mu jego miejsce w świecie. Tatrzańskie historie opowiedziane obrazami – czasem surowymi, innym razem subtelnymi, ale za każdym razem przejmująco prawdziwymi.
Goście wernisażu w Miejskim Ośrodku Kultury mogli zobaczyć i docenić ponad 60 fotografii, ilustrujących ostatnie stulecie w polskich górach. Na surowych, szarych ścianach zawisły niezwykłe czarno-białe fotografie z początku XX wieku, na których góry jawią się jako miejsca nieodkryte, budzące jednocześnie trwogę i podziw. W przestrzeniach MOK-u górskie krajobrazy przeplatają się z portretami i autoportretami ludzi związanych z górami, którzy swoje serce oddali Tatrom. W uchwyconych obliczach można odnaleźć prawdę i autentyczność, a także wspólną pasję, która łączy kolejne pokolenia. W opozycji do czarno-białych zdjęć stoją kolorowe fotografie z ostatnich lat, na których Tatry to przede wszystkim nieobliczalna potęga, której człowiek, mimo prób, nie jest w stanie poskromić. To obraz szczytów, które są bliskie współczesnym wyobrażeniom o górach, a jednak ukazujące ich niezbadaną stronę.
Zamknięte w fotografiach krajobrazy i emocje przemówiły do przybyłych gości, pozostawiając ich z uczuciem melancholii, tęsknoty za czymś ulotnym, poczuciem ludzkiego przemijania, a jednocześnie trwałości natury. Wrażenia wizualne, uzupełnione opowieściami twórców i kuratorów wystaw były doskonałym dopełnieniem spotkania, dającym pełen obraz interpretacyjny i stwarzającym pole do refleksji.


