Znakomity polski reportażysta Wojciech Tochman był gościem Darii Zarzecznej podczas spotkania w ramach cyklu „Między słowami” w Miejskim Ośrodku Kultury. Pisarz poruszył słuchaczy relacjami z wojennej codzienności w Ukrainie, zachęcając tym samym do sięgnięcia po tę i inne swoje książki. 

Niektóre historie – choć przeczytane tylko raz – pozostają z nami na długie lata. Obnażona w nich prawda dotyka naszych sumień, podważa pewność o własnej moralności, rodzi pytania o istotę człowieczeństwa. Spisana bez ocen, za to z ogromną uważnością dla świadectwa bohaterów, przemawia do nas jeszcze bardziej i głębiej, pozostawiając ślad w naszej świadomości.

Takie historie od niemal 40 lat pisze dla nas Wojciech Tochman – jeden z najważniejszych polskich reportażystów, który za każdym razem zmusza nas do skonfrontowania się z samym sobą i przejrzenia się w opowieściach, które bolą, kłują i nie dają spokoju, ale na szczęście czasem przynoszą też nadzieję. W czasie spotkania w Miejskim Ośrodku Kultury autor opowiadał o swojej najnowszej książce Delfiny i Belzebub i drodze do jej napisania. O decyzji, która przyszła do niego nagle, choć długo się przed nią wzbraniał, by pozostawić głos ukraińskim pisarzom i pisarkom. Przywoływał doświadczenia z licznych wizyt w ukraińskich miastach i opowiadał o relacjach, jakie udało mu się tam nawiązać. O swoich bohaterach mówił jak o przyjaciołach, z ogromnym podziwem dla ich determinacji, siły i godności. W rozmowie wracał również do poprzednich reportaży, by spróbować odpowiedzieć na pytanie, po co nam dziś literatura faktu i kto po nią sięga. Dlaczego potrzebujemy opowieści o prawdziwych ludziach i wydarzeniach? Dlaczego chcemy współodczuwać czyjąś traumę? Dlaczego potrzebujemy odpowiedzi?

Spotkanie z Wojciechem Tochmanem było czymś więcej niż rozmową o literaturze. Stało się okazją do przyjrzenia się temu, jak słuchamy cudzych historii, co z nimi robimy i czy potrafimy udźwignąć prawdę, która się za nimi kryje. Bo reportaż nie zawsze przynosi ukojenie, nie zawsze pozwala zrozumieć i nie na każde pytanie daje odpowiedź. Czasem jego największą wartością jest to, że nie pozwala odwrócić wzroku, zapomnieć ani przejść obojętnie obok ludzkiego cierpienia. Takie spotkania zostawiają w człowieku coś, co trudno od razu nazwać i uporządkować. Myśli, które wracają długo po zakończeniu rozmowy, i pytania, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam.