Aktorzy Bałtyckiego Teatru Dramatycznego przenieśli widzów spektaklu Kora. Falowanie i spadanie wprost do muzyczno-poetyckiego tygla, w którym melancholia i delikatność przeplatają się z niebywałą energią i siłą, słowa – raz ostre, raz łagodne – trafiają do serca i umysłu, a muzyka wzrusza, fascynuje i pozwala się zatracić. A to wszystko, by przybliżyć postać jednej w najbardziej uznanych artystek ostatnich lat – Korę Jackowską.
Twórcy spektaklu podjęli próbę uchwycenia esencji Kory – artystki fascynującej, bezkompromisowej i niepozostawiającej nikogo obojętnym. Na scenie piosenkarka została przedstawiona jako postać pełna sprzeczności: silna i krucha jednocześnie, prowokująca, a zarazem niezwykle szczera. Spektakl falował emocjami, przechodząc od ekspresji do ciszy, od intensywności do refleksyjnego wycofania, dokładnie tak, jak sugeruje jego tytuł.
Istotnym elementem przedstawienia stały się sny – motyw szczególnie bliski Korze, która wielokrotnie podkreślała ich znaczenie w swoim życiu. Przyjęta przez twórców oniryczna forma spektaklu, balansująca na granicy światów, okazała się niezwykle celnym zabiegiem, który pozwolił widzom „przepłynąć” przez ocean zdarzeń z życia artystki, w którym najważniejsze było samo życie – i miłość. Ta ostatnia wybrzmiewała szczególnie mocno, przypominając, że według Kory każda miłość zaczyna się od miłości.
W spektaklu o wokalistce i autorce legendarnych tekstów nie mogło zabraknąć muzyki i ta odgrywała tutaj ogromną rolę. Utwory Maanamu stanowiły integralną część narracji, wyznaczając rytm scen, wzmacniając przekaz i przywołując energię, z której Kora była znana. Ze sceny wybrzmiało wiele utworów, które na trwałe zapisały się w polskiej kulturze. Dzięki nim spektakl wciąż na nowo zaskakiwał, pulsował energią i pozostawiał w ciągłym oczekiwaniu na to, co nadejdzie.
Kora. Falowanie i spadanie to bardzo przemyślany spektakl, który nie przyniósł prostych odpowiedzi, lecz pozostawił widza z refleksją i poruszeniem, a także wspomnieniami, które można było przywoływać jeszcze długo po opuszczeniu Miejskiego Ośrodka Kultury. Zaproszenie do zanurzenia się w świat artystki, która do dziś inspiruje swoją odwagą i bezkompromisowością było dla wielu impulsem do weryfikacji własnego sposobu patrzenia na świat. A autentyczne emocje przekazywane ze sceny z pewnością długo jeszcze będą rezonować.


